Nasze włoskie wakacje

Tydzień na Sycylii.

Dzień 1 – 10:30 przywitało nas sycylijskie słońce na lotnisku i średnio fajna wiadomość od rezydentki, że mamy przed sobą 3 godz. jazdy autokarem do hotelu Avalon Sikani. Cóż … można się rozejrzeć po okolicy, a i Etna towarzyszyła nam jakiś czas. Niestety, mieliśmy też okazję zobaczyć rozległe pożary, które męczą Sycylię. Pojawiały się co rusz w innym mieści. Nie da się też nie zauważyć tych potwornych śmieci przy trasie. Gratulacje i dzięki dla kierowcy autokaru, który nas dowiózł do hotelu na wzgórzu. Stroma, ciasna i kręta to była droga. Ale widok z naszego balkonu – bezcenny. Zmęczeni, ale zadowoleni ruszyliśmy na plażę. A tam cudna, ciepła i krystalicznie czysta woda. Raj dla amatorów pływania takich jak ja. Bez auta ani rusz – hotel proponuje wynajem w rozsądnej cenie wiec na 9:00 dnia następnego zamówiliśmy pojazd.

p.s 90% zdjęć umieszczonych na tym wpisie zostało wykonane IPhone 6

Dzień 2 – Wypożyczoną, srebrna Lancią :-), zwaną dalej myszką, po dobrych pięciu godzinach jazdy trochę wzdłuż wybrzeża wąskimi i bardzo krętymi drogami, trochę autostradą (kiedy już poszliśmy po rozum do głowy) dotarliśmy do miejscowości Mazara del Vallo – ozdobiona kolorowymi płytkami urocza miejscowość w arabskim klimacie przypomina Maroko.

Okropnie głodni pojechaliśmy dalej (17:00 nie ma szans na zjedzenie siesta trwa) do Marsali. W drodze, już mega głodni, wpadliśmy do marketu Spin (taki nasz Lidl) po bagietkę, parówki i jogurt. W Marsali ok. 19:00 udało nam się w końcu zjeść coś ciepłego. Oczywiście zamówiliśmy pizzę poleconą przez kelnera. Szczęki nam opadły kiedy zobaczyliśmy, że na naszej upragnionej, wymarzonej włoskiej pizzy jest parówka w plasterkach. Wooow :-). Smaczna, ale ta którą zjedliśmy z sąsiadką przed wylotem w Lele lepsza. Katedra, urocze uliczki, sporo restauracji oraz  butików – a w nich m.in. piękna porcelana. Kompletnie nie biorąc pod uwagę odległości i czasu, snując się po uliczkach kolejnych miast nie zdążyliśmy już zobaczyć Trapani i Erice, o Palermo nie wspomnę. Jak to wszystko ogarnąć w tydzień – nie mam pojęcia.

 

Dzień 3 – wyjeżdżamy do miejscowości Siracusa oddalonej od naszego hotelu jakieś 180 km. Na trasie niestety kilka pożarów. Siracusa dzieli się jakby na dwie cześć, jedna z parkiem archeologicznym na czele i druga portowa. Nie polecamy zwiedzania parku w 38 stopniach, nie jesteśmy też miłośnikami ani znawcami tego typu atrakcji. Nie mniej byliśmy. Druga cześć miasta klimatyczna i w swej budowli spójna. Są też nasze ulubione wąskie uliczki.

Z Siracusa wyjeżdżamy do Catani. Mamy do przejechania jakieś 70 km. Catania to miasto z piękną zabytkową starówką, ale i też trudne do przejechania autem. Włosi za kierownicą są przede wszystkim niecierpliwi, a za kółkiem aut czy motorynek są wszędzie – z prawej, z lewej. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Normą jest, że jeżdżą z telefonem w dłoni. Centrum Catanii robi wrażenie, można swobodnie spacerować, szczególnie w godz. 17-18. Wspaniały płac katedralny i najdłuższa ulica nie tylko w Catanii, ale i na całej Sycylii Via Etnea ciągnie się niemalże do samego wulkanu. Na pewno to miejsce warte zwiedzenia.

 

 

Pobór opłaty na autostradzie

Dzień 4 – wdrapujemy się dziś na Etnę. Naszą myszką dojeżdżamy do schroniska …. ( mamy z hotelu jakieś ok. 150 km). Białe lub czarne dymy to znak, że ten najpotężniejszy wulkan w Europie i jeden z największych na świecie, jest aktywny. Wbrew przewodnikom z złotym radom można z lekkim wysiłkiem, bez kosztów, wejść na dwa kratery. Widoki niesamowite. Ale co tam widoki. Miałem na to miejsce zupełnie inny plan. Magda oczywiście o niczym nie wiedziała. Los mi sprzyjał, bo kiedy weszliśmy na jeden z kraterów, prócz nas i angielskiej pary nie było nikogo. Super!!! Będzie miał kto zrobić zdjęcia. Szepnąłem na ucho Anglikom co się kroi po czym padłem na kolano z pierścionkiem. Mina Magda bezcenna. Przez chwile nie bardzo wiedzieliśmy co się dzieje i gdzie jesteśmy.  Oczywiście usłyszałem TAK. Od teraz Etna będzie dla nas najpiękniejszym miejscem na ziemi :-). P.S. Resztkami sił wdrapaliśmy się do restauracji gdzie zjadłem mego, mega, mega pyszną carbonarrę. Zmęczeni upałem wbiliśmy na małą plażę popływać. 

Etna zaręczyny

Etna zaręczyny

Dzień 5 – W planie Messina i Taormina a po drodze plażing, na który dotąd w ogóle nie było czasu. Messina jest tak piękna i klimatyczna, że brak słów. Tu trzeba być i to poczuć. Żadne zdjęcie nie oddaje niezwykłości tego miejsca. Obiekty sakralne zapierają dech w piersi, każde okno pięknie zdobione, … zwiedzaliśmy niestety ekspresowo. Jest tu całkiem zielono sporo zdrzemnąć, a kiedy się tak przysiadzie w cieniu słychać i zgiełk miejski i śpiew ptaków. Wniosek jest tylko jeden – tydzień na Sycylii to stanowczo za mało.

Taormina – na bogato! Wjeżdża się tu jak do centrum handlowego na powietrzu. Czyli duży piętrowy, płatny parking, a następnie cudne małe miasteczko z wąskimi uliczkami i butikami: znane ekskluzywne marki odzieżowe, biżuteria, ceramika. Spacerują eleganckie, dobrze ubrane panie i zadbani panowie (a w tym my po plażowaniu, kompletnie nieogarnięci, ja to jeszcze skandalu, spodenki i koszulka luz, ale moja narzeczona prawdziwy lans – klapki japonki adidasa, dżinsowe spodenki i koszulka miky mouse, włosy sztywne od soli :-))). A w hotelu kilka sukienek i nowe sandałki :-))). Brawo my!!! 

Dzień 6 plażowanie miejscowość Giorgio